"Każdy jest kimś więcej i kimś mniej niż się wydaje."
Nazywam się Piękne Kości, ale znajomi i rodzina mówią na mnie Bella.
Powstałam ze światła księżycowego, przeżyłam trzy życia, w obecnym jestem już niecałe 500 lat i jestem Śmiercią.
Wiem jak to brzmi, strasznie. Ale nie bój się, ja jestem Starością, więc możliwe, że nigdy się nie spotkamy...
Na początek chciałam wyjaśnić i opisać ci system, w którym przyszło mi funkcjonować.
Żyję w innym wymiarze, niż ty. Mamy własny świat, w którym żyjemy my i wszystkie zabrane dusze.
Światem Śmierci rządzi hierarchia: najwyżej jest Kostucha, stara jak świat i potężna jak sam Bóg. Po niej jest dwójka Żniwiarzy: Mroczny i Jasny. Z kolei im podporządkowani są Kostusie Mroczni i Jaśni.
Każdy Kostuś ma przyporządkowaną kategorię dusz jakie zabierają np. Zmarłych ze starości, w wypadku, zamordowanych, przestępców, wolontariuszy... itd. Kategorie często na siebie zachodzą, więc jest potrzebny ktoś kto będzie decydował kto zabierze kogo.
Od tego sątak zwani Księgowi, którzy sporządzają Kostusiom listy dusz, które mają zabrać na daną zmianę.
Ja jestem Kostusiem Jasnym od Starości a moim szefem jest Żniwiarz Jasny IV.
Do ogranięcia, prawda?
To teraz przejdę do mojej rodziny. Mój ojciec, Lotne Kości, jest Kostusiem Jasnym od Wypadków w Powietrzu a matka, Mądre Kości, jest Księgową. Poza tym mam jeszcze 4 siostry i 7 braci, ale o nich kiedy indziej. Mój dziadek od strony matki jest Żniwiarzem Mrocznym XVI.
Na razie tyle teorii, teraz pora na praktykę.
*
- Hej, Bella! - Usłyszałam znajomy głos gdy szłam przez plac główny. Miałam wolny dzień.
Zatrzymałam się i odwróciłam do mojego dobrego znajomego, Puste Oczy, którego wszystcy tu nazywali po prostu Pustką. Byłam bardzo wdzięczna, że zamiast pustych oczodołów zobaczyłam niebieskie tęczówki.
- Czego chcesz? - Zapytałam. Niebieskie oczy oznaczały, że oczekuje jakiejś przysługi.
- Obiecałem Kali, że dzisiaj pomogę z jej małą w oprowadzeniu. - Zawiesił głos. Kali była jego siostrą, która właśnie przygarnęła swoje pierwsze dziecko, odrodzone z cienia. Miał jej pomóc zapoznać się z nowym życiem.
Może wyjaśnię: Śmierć narodziła się wraz z początkiem życia na ziemi. Nie rodzimy dzieci, nie umieramy. Ale w pewnym momencie możemy zasnąć w stu letni sen i obudzić się w kolejnym życiu. I wtedy potrzebujemy ponownego wprowadzenia bo nic nie pamiętamy z poprzednich żyć, jesteśmy nowymi istotami w starych ciałach.
- Przy bramie czeka taki chłopak, zmarł kilka godzin temu trzeba go zaprowadzić do 165. - Wydusił na jednym oddechu.
- Idź do Kali, ja się nim zajmę. - Odpałam lekko.
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć! - Uściskał mnie mocno i pobiegł w stronę swojego domu.
Jest Kostusiem Mrocznym, więc nasza znajomość jest dosyć wyjątkowa, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Jestem chyba jedyną Jasną, która czasem przeprowadza Ciemne Dusze przez Bramę...
Z tymi myślami ruszyłam do Bramy i zastałam tam tylko jednego chłopaka bez Kostusia.
- Idziesz ze mną. - Powiedziałam twardo. Zmierzył mnie zdziwionym wzrokiem i powiedział:
- Ty nie jesteś straszna.
- Brawo za spostrzegawczość, narkomanie. - Odparłam sucho. - Idziemy.
Nie czekając na reakcję ruszyłam przez bramę i skierowałam się w stronę Boksów.
- Ludzie, którzy wiodą dobre życie i zasłużyli na spokój i radość trafiają tam. - Wskazałam palcem pola za naszymi plecami. Chłopak się obejrzał na jasne, szerokie i zadbane pola. - Ale ty do nich nie należysz.
- A jakaś pokuta? Szansa? - Zapytał.
- Puste Oczy wyjaśni ci twoje szanse kiedy indziej. - Powiedziałam. - Ja nie znam twojego przypadku.
- Mówisz jakbym był chory a nie martwy.
- Bo jesteś. - Odparłam poważnie. - Ile masz lat?
- 17. Ale co to ma do czego.
- Ciekawość. - Powiedziałam zasmucona. Fakt, że byłam Jasna nie pomagał. Ludzie, których ja zabierałam wiedli piękne życie i często szkoda było im je opuszczać. Tymczasem ten chłopak chodził z taką pewnością, z taką łatwością i lekkością wypowiedział słowo "martwy", że podejrzewałam, że jest szczęśliwy, że nie musi już żyć.
W tym czasie podeszliśmy do ogromnego, szarego budynku.
- On nie ma granic, czy jak? - Zapytał chłopak.
- Dokładnie tak, narkomanie.
- Mam na imię Jason. - Warknął.
- Mało mnie to obchodzi, narkomanie. - Powiedziałam otwierając ciężkie drzwi. Zaraz za nimi stał jeden ze Strażników.
- Bella! - Zdziwił się. - Co ty tu robisz?
- Wyręczam Puste Oczy. - Wyjaśniłam.
Pokiwał głową ze zrozumieniem i zerknął na wielką księgę leżącą na stoliku. Chwilę w niej poszperał i wręczył mi klucz.
- Dzięki Czujne Oko. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam w drugi na prawo korytarz.
Od razu gdy tam weszłam poczułam straszny smród niemytego ciała i rozpaczy.
- Takie warunki zafundowałeś sobie sam. - Powiedziałam cicho.
- To i tak lepsze niż moje "życie". - Odparł a mi znowu zrobiło się przykro.
Szliśmy korytarzem i mijaliśmy kolejnych strażników, każdy mi kiwał a ja uśmiechałam się w odpowiedzi.
- Jesteś jakimś aniołem, czy coś? - Zapytał Jason.
- Jestem Śmiercią, jak my wszyscy tutaj. - Powiedziałam i stanęłam przed drewnianymi, stęchłymi drzwiami. - To tutaj.
- Nie wyglądają na solidne. - Skomentował. - A co jeśli ucieknę?
- Nie uciekniesz. Te drzwi i cały ten świat jest kontrolowany przez siłę, której nie jesteś w stanie pojąć. - Przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam drzwi. - Wchodź.
Starając się nie patrzeć na przepełnione, brudne i śmierdzące wnętrze boksu.
- Dzięki. - Powiedział i wszedł do środka. - Wolę ciebie od tego bez oczu. - Zdążył jeszcze dodać zanim drzwi się za nim zamknęły.
*
Kiedy wchodziłam do swojego domu cały czas myślałam o tym, że strasznie mi szkoda Jasona, ale ledwo zawitałam w kuchni, wszystkie myśli wypadły mi z głowy.
- Dziadek? - Zapytałam zdziwiona patrząc na osobę siedzącą na kuchennym krześle.
- Niestety jestem na służbie, więc Mroczny Żniwiarzu XVI. - Powiedział sztywno. - Usiądziesz?
- Jestem o coś oskarżona? - Zapytałam nie ruszając się z miejsca. - Przecież to nie przed tobą odpowiadam.
- O nic cię nie oskarżam. Jesteś świadkiem. - Westchnął głęboko. - Niedawno spotkałem Puste Oczy. Był z siostrą. W czasie służby.
Moja twarz przybrała postać bezuczuciowej maski.
- To już po raz kolejny. A to oznacza, że zostanie ukarany. - Urwał. - Masz coś do dodania? Albo może wiesz kto go krył i zastępował?
- Czemu nie zapytasz Kostuchy? - Zapytałam bezbarwnie.
- Bo ona ma cały świat na głowie. - Warknął, ale zaraz się opanował. - Daj spokój, Piękne Kości. Po co chcesz go kryć? Nie zasłużył na to.
- Tego nie wiesz. - Wypaliłam. - Nic nie wiem o jakimkolwiek kryciu kogokolwiek. A teraz wybacz, ale mam jeszcze coś do zrobienia.
I nie czekając na reakcję wyszłam z pomieszczenia.
Nie obchodziło mnie co sobie pomyśli, nie on był moim szefem.
Od kiedy mama została Księgową a nie Kostusią obraził się na nią i na nas, tak dla zasady.
A teraz musiałam się zastanowić jak uratować skórę Pustce i mnie.
***
No to jest pierwszy rozdział!
I jak się podoba? Nie za dużo na raz informacji?
Proszę o komentarze! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz