poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 2.

- Bella, co tu robił Żniwiarz Mroczny? - Do mojego pokoju wszedł Kruche Kości, mój najstarszy brat.
- Pytał się o Pustkę. - Odparłam. Westchnął głęboko w odpowiedzi.
- Dlaczego bronisz tę imitację Śmierci?
- Bo jako jedyny autentycznie mnie lubi. - Odparłam. - Mnie. Nie mój wygląd czy pozycję.
- Przesadzasz. - Prychnął.
Kruche Kości jest kostusiem mrocznym, moim najmniej lubianym bratem. - I chyba się przeceniasz.
- Raczej to ty nie doceniasz mnie. - Odparłam twardo. - A teraz racz wyjść z mojego pokoju, mam pare spraw do zrobienia.
Rzucił mi tylko wściekłe spojrzenie i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że Żniwiaż Mroczny oddala się szybkim krokiem.
Mój dom stał przy placu głównym Jasnym, dwa domy na lewo od rezydencji Żniwiarza Jasnego.
Może opiszę jak wygląda mój świat?
Jeśli wejdziesz przez Bramę to na lewo zobaczysz Nieskończone Pola Dusz Czystych, czyli tych, które zasłużyły na dobre życie po śmierci. Te dusze mogą dowolnie się przemieszczać się po całym świecie Śmierci.
Na prawo zaś zobaczysz Nieskończone Boksy Dusz Nieczystych, o nich już trochę opowiedziałam.
Jeżeli pójdziesz, od Bramy, prosto, przez wydeptane ścieżki i łąki dojdziesz do głównego miasta, w którym, żyjemy my, Kostusie, Żniwiarze i wszyscy pozostali, nie licząc Kostuchy.
Centralny punkt miasta to koło, podzielone na Plac Jasny i Mroczny, na tych placach stoją nasze domy. Plac otacza dwanaście pięknych i majestatycznych budynków: dwie Sale Obrad, po dwa Budyki Wydawania List i Ksiąg i Archiwa i sześć Domów Na Świat, czyli miejsc skąd zmarli mogą obserwować świat żywych.
Jeżeli już przeszłeś przez miasto to  trafiłeś na Pole Kapsuł Śpiących, czyli miejsca gdzie Śmierci są w trakcie stuletniej reinkarnacji.
Ostatnim punktem wycieczki jest Pałac Kostuchy. Na lewo od Kapsuł, przed Polem Dusz Czystych. Jest to wielka i zamknięta dla wszystkich, nie licząc Żniwiarzy, rezydencja.
Dzwięk pukania wyrwał mnie z zamyślenia, myśląc, że to znowu Kruche Kości krzyknęłam:
- Czego znowu chcesz?!
- Więcej szacunku, młoda damo. - Drzwi otworzyła Mądre Kości, moja opiekunka, właścicielka domu.
- Przepraszam, myślałam... - Zaczęłam, ale mi przerwała.
- Nie szkodzi. Rozumiem, że masz teraz dużo na głowie. Żniwiarz mi wszystko wyjaśnił. - Mówiła zatroskanym głosem.
- Wyciągnę nas z tego. - Odparłam. - Po raz kolejny.
- Bella, to już nie jest pierwszy raz jak będziesz ratować mu skórę. - Powiedziała spokojnie. - Ile razy jeszcze?
- Tak długo jak będzie trzeba. - Powiedziałam cicho.
Przy Mądrych Kościach nie bałam się okazywać moich słabości.
My, Śmierci, żyjemy dzięki ludziom i dla ludzi, spędzamy z nimi większość swojego czasu, więc nie dziwne, że przejeliśmy od nich wiele zwyczajów. Najważniejszym z nich jest tradycja zakładania rodziny. 
Mądre Kości jest dla mnie jak matka-przyjaciółka...
- Jestem ciekawa kiedy w końcu zauważysz, że to już dawno straciło sens. - Westchnęła głeboko i wyszła zamykając drzwi.
- Taka moja natura... - Szepnęłam patrząc za okno.
***
Największą różnicą pomiędzy Śmiercią a człowiekiem nie jest nieśmiertelność. Jest nią niezdolność do płaczu.
I choć nie raz, nie sto razy próbowałam, nigdy nie uroniłam ani łzy. Mimo rozdzierających serce scen, których byłam świadkiem, nie zapłakałam ani razu, choć całe moje "ja" tego pragnęło.
Bo łzy to nie tylko łzy, to także niesamowity pokład emocji, to ulga i wybawienie.
To mój słaby punkt.
Na przykład teraz: patrzyłam z cienia jak starszy człowiek, mocno już zgarbiony, prawie łysy, ale o żywych niebieskich oczach, które z dumą patrzyły na wnuczkę machającą mu na pożegnanie. Właśnie dostała się do wymarzonego liceum. Starzec stał przy schodach wejściowych i patrzył za dziewczyną, miał długie, szczęśliwe życie, z którego może być dumny, którego na pewno nie chce kończyć.
W momencie gdy wnuczka wsiadła do samochodu wszystko się zaczęło we mnie skręcać, bo wiedziałam, że jej dziadkowi zostało dokładnie 49 sekund życia.
Czy pożegnała się odpowiednio? Czy będzie żałować, że nie powiedziała dziadkowi czegoś ważnego?
Starzec chwycił się za pierś i upadł na kolana. Nikt z samochodu wnuczki tego nie zauważył, odjechali.
Wszystko się zatrzymało. Podeszłam do mężczyzny i chwyciłam go za rękę.
- Już czas. - Powiedziałam delikatnie.
Kiedy było po wszystkim czas znowu ruszył a przed schodami zebrał się tłum, ktoś zadzwonił po karetkę.
Na próżno.
- Będę tęsknił. - Powiedział do mnie.
- Ale tylko przez jakiś czas. - Odparłam z delikatnym uśmiechem. - Spodoba ci się tam gdzie trafisz.
To mówiąc ścisnęłam rękę starca i razem weszliśmy w cień.
*
- Myślisz, że ludzie się kiedyś zmienią? - Zapytał Ciepłe Oczy, brat Pustki i mój przyjaciel. Kostuś Jasny Raka.
Byliśmy w Domie Na Świat i oglądaliśmy sytuację na Majdanie, na Ukrainie. Właśnie znosili rannych, część cały czas rzucała kokajlami.
- W sytuacji takiej jak ta, ludzie się nas nie boją. Witają nas z dumą. - Odparłam.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie. - Zaśmiał się.
- Myślę, że to część ich natury. A natury nie powinno się zmieniać.
- Kostusie Wojny mają znowu więcej roboty. - Westchnął. - Myślisz, że jak to się rozkręci na nowo, to nas oddelegują? - Podczas Drugiej Wojny Światowej wiele Kostusi zostało przypisanych do Pomocy Ofiarom Wojny, między innymi my, bo mieliśmy w tym okresie najmniej pracy. Dużo ludzi z tego okresu nie zdążało umrzeć ze starości, lub na raka. Umierali z biedy, głodu, zimna i karabinu oraz bomb.
Potrząsnęłam głową odganiając ponure wspomnienia.
- Mam nadzieję, że nie. - Powiedziałam sztywno. - Mam do ciebie sprawę. - Zmieniłam temat.
- Chodzi o mojego brata? - Domyślił się. Kiwnęł głową.
- Jutro jest bankiet u Kostuchy, może uda nam się pomówić Żniwarzem? On bardzo cię lubi, może...
- Bella, dobrze wiesz, że to już przegięcie. Ile razy można? - Westchnął.
- Ale to przecież twój brat. - Powiedziałam.
- I dlatego spróbuję. - Westchnął. - I ze względu na to, że mam u ciebie dług.
- Dziękuję! - Rzuciłam mu się w ramiona.
Bankiet u Kostuchy to był jedymy dzień w roku gdy drzwi Wielkiej Rezydencji się otwierały. Wtedy zbierali się wszyscy pracownicy Śmierci i mieli dzień wolnego.
Na ziemi wtedy błąkało się dużo niezabranych dusz, ludzie nazywali ten dzień Dniem Zmarłych...
****
Witam po przerwie!
I jak się podoba historia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz