sobota, 8 marca 2014

Rozdział 3.

- Wyglądasz pięknie. - Za moimi plecami pojawiła się Mądre Kości.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. Byłam pełna nadzieji co do rozwiązania problemu Pustki na dzisiejszym bankiecie.
Właśnie stałam przed lustrem i myślałam jak się uczesać.
Uwielbiałam takie "ludzkie" problemy. W co się ubrać? Jak pomalować? Czy buty pasują do sukienki?
My, Kostusie, mamy obowiązkową czarną pelerynę do pracy i kilka rzeczy na dni wolne od pracy, więc co do stroju, niestety, nie mamy zbyt dużego wyboru.
- Zapleść ci warkocz? - Zapytała. Po chwilo zawachania kiwnęłam głową.
- Myślę, że Pustce bardzo się spodoba. - Powiedziała nieśmiało po chwili.
- A skąd to wyróżnienie na jego osobę? - Zdziwiłam się.
- Tak sobie. - Wycofała się. Nie naciskałam.
- Chodzą słuchy, że na tegorocznym bankiecie ma się pojawić Kostucha. - Przekazałam plotkę.
- Co roku chodzą te słuchy. - Odparła bez entuzjazmu. - Ale jak na razie pojawiła się dopiero raz.
- Szkoda, że tego nie pamiętam. - Westchnęłam. Było to w moim poprzednym wcieleniu, prawie 1000 lat temu...
- No, gotowe. - Powiedziała z uśmiechem. Spojrzałam w lustro.
W tafli obijałam się ja i Mądre Kości, obie wyglądałyśmy jak śmiertelne, ludzkie kobiety. Ja z dużymi zielonymi oczami, jasną cerą i blond włosami i ona z migdałowymi oczami, bladą cerą i ciemnymi włosami.
Nic nadzwyczajnego, w tłumie nawet byś się za nami nie obejrzał.
Wtedy drzwi się otworzyły i stanął w nich Ciepłe Oczy, w białym garniturze z czarną kieszonką. Ciemne włosy miał zawadiacko zaczesane w tył. Odruchowo się uśmiechnęłam.
- Gotowa? - Zapytał z uśmiechem.
Miał być moją parą na wejście. Tak jak co roku od kilkuset lat.
My, Kostusie, mamy to do siebie, że nigdy się we wcieleniu nie zmieniamy, nic nie ukrywamy, żadnych drugich twarzy. Dlatego jak raz się kogoś polubi to tak zostaje na wieki. Jedyne co może się u nas zmieniać to uczucia. Najczęściej przyjaźń na miłość.
Kostusiowa miłość jest bardziej subtelna niż ludzka.
Ale o tym kiedy indziej, przy innej okazji bo zbaczam z tematu.
- Gotowa jak zawsze. - Powiedziałam.
Kiwnęłam Mądrym Kościom na pożegnanie bo miałyśmy się zobaczyć dopiero za kilka godzin.
- Twoje plany nie uległy zmianom? - Zapytał z nadzieją.
- Nie. - Odparłam z uśmiechem. - Nie zostawia się przyjaciół.
- Przykro mi na to patrzeć. - Westchnął, za co dostał w bok.
- Nie zaczynaj znowu! - Zaśmiałam się.
- Dobra! - Odparł. - Ale ostatni raz robię coś dla niego.
- A dla mnie? - Zapytałam.
- Dla ciebie zawsze. - Uśmiechnął się szelmowsko.
- I tak ma być. - Zaśmiałam się.
Doszliśmy pod rezydencję Kostuchy. Wielki, biały i dobrze oświetlony budynek przypominał pięciogwiazdkowy hotel. Przed wejściem tłoczyło się dużo Kostusi, rozmawiali, śmiali się i sprawiali wrażenie normalnych ludzi.
Podeszliśmy do jednej z grupek.
- Hej Bella, Ciepły. - Uśmiechnął się mój najstarszy brat, Twarde Kości, Kostuś Jasny Wypadków Drogowych. Towarztszyła mu Ciepła Krew, jego miłość już od 500 lat.
- Jeszcze nie wpuszczają? - Zdziwił się Ciepły.
Jakby w odpowiedzi na jego słowa wielkie wrota otworzyły się z lekkim skrzypieniem...

***

Witam, witam :)
I jak się podobało?

Chciałam skorzystać z okazji i życzyć wam wszystkim wesołych, pogodnych i pełnych ciepła Świąt :D